Styl życia Archiwum wpisów

rumianek

Naturalne kosmetyki?30 grudnia 2017 - Styl życia -

Mężczyzna i kosmetyki – to nie brzmi wspólnie. Ale co tam, pomyślałem, jest równouprawnienie. I zanurzyłem się w świecie urody. Chodziło mi zwłaszcza o kosmetyki zawierające składniki roślinne, bo interesuję się ziołami.

„Chemia” nie ma monopolu na uczulanie. Na przykład rumianek też to często robi. I miód.

Dowiedziałem się, że:
*Algi stosuje się w preparatach nawilżających, spowalniających starzenie, a także w zwalczających cellulit, bo niektóre z nich zawierają substancję, która pobudza przemianę i rozkład tłuszczów.
*Aloes, w którym można znaleźć całe mnóstwo pożytecznych substancji, działa przeciwzapalnie i bakteriobójczo, nawilża i regeneruje naskórek, pomaga w gojeniu się, ma też zastosowanie przy cerze trądzikowej i łojotokowej.
*Arnika wzmacnia naczynia krwionośne (uwaga, cera naczynkowa), wspomaga krążenie krwi, łagodzi stany zapalne skóry i regeneruje ją, działa przeciwobrzękowo.
*Kasztanowiec zwyczajny przyspiesza procesy gojenia, uszczelnia ścianki naczyń krwionośnych, a także hamuje rozkład kwasu hialuronowego w skórze.
*Herbata neutralizuje wolne rodniki, dzięki czemu spowalnia starzenie się skóry. Wzmacnia ściany naczyń krwionośnych.
*Rumianek działa przeciwbakteryjnie, dlatego stosuje się go w kosmetykach przeznaczonych dla cery trądzikowej. Dobrze się sprawdza także przy skórze wrażliwej, skłonnej do podrażnień.

Główną bronią wszystkich tych roślin są związki o nazwie flawonoidy, którym w większości zawdzięczamy ich dobroczynne działanie, zwłaszcza przeciwutleniające. Np. liście zielonej herbaty zawierają flawonoidy katechinę i rutynę, a arnika – kwercetynę.

Panuje powszechne przekonanie, że kosmetyki naturalne są lepsze i bezpieczniejsze od syntetycznych. Lepiej położyć sobie maseczkę z ogórka i miodu, niż „chemię” z drogerii. Czy to prawda? Nie do końca. Bo, jak mówi dr Anna Oborska z Polskiego Stowarzyszenia Przemysłu Kosmetycznego i Detergentowego, wszystkie kosmetyki wprowadzone na rynek, bez względu na to, jakie zawierają składniki, muszą być bezpieczne i spełniać określone normy.

Nigdy też nie mamy pewności, że przygotowane w domu kosmetyki zadziałają. Dobrze, że rośliny, których użyliśmy, są niepryskane, z własnego ogródka. Ale nie wiemy, ile mają w sobie substancji czynnych. A to zależy od wielu czynników: warunków uprawy, nasłonecznienia, pory zbioru, sposobu przechowywania.

Jeżeli sami przygotowujemy sobie krem czy emulsję we własnej kuchni, to pół biedy. Nawet jeżeli nie spełnimy wymogów higienicznych na szóstkę (a powinniśmy!), będziemy mieć do czynienia tylko z własnymi bakteriami. Gorzej, jeśli zaopatrzymy się kosmetyki, produkowane w obcej kuchni (lub garażu), które nie mają badań toksykologicznych ani żadnych dokumentów.

Chcę jeszcze przypomnieć, że „chemia” nie ma monopolu na uczulanie. Taki na przykład rumianek też to często robi. I miód.

Podsumowując: naturalne czy nie, jak kto woli, ale lepiej z drogerii. Tak myślę.

Ryszard Sterczyński
Inne wpisy autora

Komentarze: 0

O blogu:

Wierzymy, że każdy trzyma swoje zdrowie w swoich rękach. Blog powstał po to, żeby dać wyraz naszym osobistym poglądom na ten temat, ale też przekazać rzetelną wiedzę, podsunąć wskazówki dla tych, którzy na naszą stronę trafią.

Czytaj dalej

Czytaj także:

Gdy smaku brak

Chory twierdzi, że wszystko jest bez smaku. Albo że smakuje jakoś dziwnie. Albo że od jedzenia go mdli.

Czytaj dalej

Lato nam się należy

Urlop, basen, plaża – świetna okazja do złapania infekcji intymnej. Dlaczego? Choćby dlatego, że jest ciepło i mokro. Bakterie i grzyby to uwielbiają.

Czytaj dalej

Poprzednie wpisy:

22 listopada 2015
Witamina-panaceum?

Zmierzyłam sobie poziom witaminy D w organizmie. I co? Niski. Jeszcze nie samo dno, ale jednak.

Czytaj dalej

14 października 2014
Rodzinny cholesterol

Jesteś aktywny, nie masz nadwagi, a poziom cholesterolu ciągle wysoki? Może po prostu odziedziczyłeś go po rodzicach.

Czytaj dalej